Październik 2014 archive

Powrót saszetek nerek?

dirty_bloguje

Przez kilka ostatnich miesięcy prowadziłam wewnętrzny spór o nerki.

Cześć mnie była w opozycji bo tego typu widoki najczęściej oglądałam na targowisku, przy którym mam nieszczęście mieszkać, a druga część mnie wlepiała wzrok za każdym razem gdy mijał mnie ktoś z kolorowym cudeńkiem na biodrach.

Przeciwko nerkom była też moja przeszłość. Doskonale pamiętam saszetkę – nerkę mojego starszego brata…..granatowa, 100% poliestru z nadrukiem, który zapewne kiedyś coś przedstawiał, ale to coś nie było już możliwe do zidentyfikowania…

Oto i moje wspomnienia z dzieciństwa czyli kolorowych lat 90-tych, myślę, że osoby urodzone przed 1990 doskonale mnie rozumieją a może mają podobną traumę:)

Wracając do tematu. Gdy pierwszy raz kilka miesiecy temu zobaczyłam dziewczynę z nerką pomyślałam, że to nie może być prawdą i chyba mam zwidy….a jednak. Potem kolejne i kolejne osoby z nerkami „na wierzchu” i sama zaczęłam się zastanawiać… czy może i ja taką chcę:)

nerka2

 

Wrodzony gadżeciaryzm wygrał i niedawno stałam się posiadaczką moich pierwszych dwóch nerek, ale już publicznie zapowiadam- będzie więcej. Moje nerki zakupiłam drogą internetową z manufaktury Mięta bo nie mogłam sie oprzeć ich urokowi- design pierwsza klasa a do tego porzadne wykonanie.

nerkimieta2

Czarną (cena 120 zł) z błyszczącej skóry noszę i na sportowo i na elegancko do koszuli i lakierowanych GEOXów.  Na sportowo też się świetnie sprawdza bo nie rzuca się kolorystycznie w oczy. Do środka mieści się to co najważniejsze- komórka, portfel, kluczyki do auta i błyszczyk:)

nerka3

 

Kolorową, z aplikacją z turkusowej EKOskóry noszę do dresików i kolorowych bluz z kaptyrem na jesienne spacerki na luzie. Jak dobrze mieć na spacerze wolne ramię, przynajmniej nic nie obija się o mojego męża:)

nerkimieta

Będzie ich więcej dlatego, że zatarłam już złe wspomnienia z dzieciństwa a do tego znalazłam kilka bardzo praktycznych zastosowan nerki w moim zawodzie.

Od kiedy mam te cudeńka już nie stoję w trakcie sesji zdjęciowych jak sierota z pedzlami, pudrem i szminką w jednej ręce, gdzie wszystko wypada i turla się po podłodze.

Poza tym w trakcie ostatniego nocnego wyjścia na miasto zdałam sobie sprawę, że ten cudowny wynalazek rozwiązał mój problem pilnowania torebki i mienia na oku komórki.

Zastosowań jest oczywiście dużo dużo więcej a sama miłość do tego typu akcesoriów- sprawą indywidualną. Moim zdaniem jest to świetna alternatywa dla małych torebeczek. których ja osobiście nienawidzę bo nie trzymają mi się na ramieniu a nie mam cierpliwości nosić ich w ręce.

No nic, pora uciekać na miasto załatwić kilka spraw więc kończę pisanie, cykam fotę z dzisiejszym ałtfitem i życzę Wam miłego dnia:)

nerka1

 

Acha, zapomniałam dodać, że nie jest to post sponsorowany:) Nerki zakupiłam z własnych funduszy a zdjęcia ze strony Mięty wkleiłam za pozwoleniem właścicielki:)

Mój bohater- OLEJ KOKOSOWY

dirty_bloguje

 

Ogólnie wyznaję zasadę: jeśli coś jest do wszystkiego to jest do niczego

Wyjątek od tej reguły stanowi jednak OLEJ KOKOSOWY, który na dobre rozgościł się w moim mieszkaniu. Towarzyszy mi nieustannie w kuchni, łazience i sypialni więc dzisiaj słów kilka (lub raczej kilkaset:)) o moim bohaterze dnia codziennego- oleju kokosowym.

olejkokos2

Z tym olejem spotkałam się po raz pierwszy kilka lat temu ale wrodzona przekora nie pozwoliła mi wtedy przyznać, że jakis naturalny kosmetyk naprawdę działa. Dzisiaj wciąż jeszcze nie dołaczyłam do zwolenników kosmetyki naturalnej a życie eko, bio, organic niezbyt mnie kręci, ale muszę ze skruchą przyznać: z tym olejem kokosowym to macie rację drodzy EKOterroryści (mam nadzieję, że nikt się nie obrazi za to pieszczotliwe określenie:)

O zbawiennym działaniu oleju kokosowego napisano już sporo nietrudno więc odnaleźć informacje o tym jak cennym dla zdrowia może okazać się ta biała substancja o słodkim zapachu. Nie będzie to jednak tematem mojego niezbyt zgrabnego pisarstwa choć nie wykluczam, że do tematu jeszcze powróce, może tylko w kategorii ‚lifestyle’.

Chciałabym przyjrzeć się temu „cudeńku” z perspektywy urodowej i podzielić się z Wami moimi zastosowaniami oleju kokosowego.

Na początek jednak trochę wiedzy konkretnej czyli z czego składa się olej kokosowy i jakie ma właściwości.

Olej kokosowy zawiera dużą ilość nasyconych średniołańcuchowych kwasów tłuszczowych (ok. 90%), w tym: około 44% kwasu laurynowego, do 18% kwasu mirystynowego, 11% kwasu palmitynowego, od 5 do 11% kwasu kaprylowego, od 4 do 9% kwasu kaprynowego, 6% kwasu stearynowego, około 7% kwasu oleinowego, 2% kwasu linolowego i od 0,5 do 1,5% kwasu kapronowego. Zawiera witaminy B1, B2, B3, B6, C, E, kwas foliowy, a także potas, wapń, magnez, żelazo, fosfor i cynk.

Kwas Laurynowy w dużych ilościach występuje tylko w dwóch rzeczach: kokosie i mleku matki co pokazuje jak ważną rolę odgrywa w procesie tworzenia odporności. Odpowiada za bakterio, grzybo i wirusobójczość oleju kokosowego. Niszczy drobnoustroje pokryte otoczka lipidową czyli m. in wirusy opryszczki, przeziębienia a nawet HIV.

Kwas Mirystynowy- grzybobójczy, korzystnie wpływa na leczenie blon śluzowych, świetnie przeciwdziałą infekcjom bakretyjnym

Witaminy C i E należą do grupy silnych antyoksydantów czyli przeciwutleniaczy. Chronią przez działaniem wolnych rodników co w konsekwencji opóźnia procesy starzenia. Dzieki nim olej kokosowy jest świetnym kometykiem anti-aging.

Mikroelementy- niezbędne do prawidłowego funkcjonowania organizmu i do procesów odbudowy komórkowej. Krótko mówiąc, dbają o dobrą kondycję naszej skóry, włosów i paznokci:)

olejkokos

Pod względem budowy olej kokosowy jest małocząsteczkowy co pozwala mu wnikać w głąb skóry i włosów. W odróżnieniu od większości olejów wchłania się i nie pozostawia tłustego filmu na powierzchni skóry o ile użyty jest w niewielkiej ilości. Ja jestem mile zaskoczona szybkością jego wchłaniania się w skórę dłoni- minuta i dłonie są miękkie i nawilżone a przy tym wolne od tłustej powłoczki.

Ekologiczny? Rafinowany? Tłoczony na zimno? Jaki olej jest najlepszy?

W tym przypadku określenie ekologiczny nie wystarczy. Ważne by olej kokosowy był nierafinowany i tłoczony na zimno-  by mieć pewność, że żaden z jego cennych skladników nie został utracony. Często tego typu oleje określa się mianem Extra Virgin ale warto dla pewności wgłębić się i przeczytać etykietę. Niestety nierafinowane i tłoczone na zimno oleje kokosowe są stosunkowo droższe jednak w tym wypadku na jakości nie radziłabym oszczędzać.

kokos4

Moje ulubione zastosowania OLEJU KOKOSOWEGO to:

1. TWARZ

– krem na noc- doskonalne nawilża i wygładza skórę twarzy, nie podrażnia, nie uczula, nie działa komedogennie; dzięki działaniu antyseptycznemu pomaga w walce z trądzikiem i egzemą, wspomaga odbudowę naskórka po skaleczeniach, leczy blizny, działa antystarzeniowo i doskonale odżywia skórę

– produkt do demakijażu- zmywanie makijażu olejem kokosowym to czysta przyjemność; rozpuszcza wodoodporną maskarę a przy tym odżywia rzęsy, zmywając cerę jednosześnie ją odżywia więc nie musimy kłopocić się ze zmywaniem oleju z twarzy- wystarczy pozostawić go na noc do wchłonięcia

– balsam do ust- nawilża i daje lekki połysk; ślicznie pachnie i nie ma przeciwskazań do tego by go zjeść bo w 100% jest jadalny

-maseczka do twarzy- mój przepis na maseczkę: łyżka miodu, łyżka oleju kokosowego, łyżczka soku z cytryny

-baza do peelingu- wystarczy wymieszać olej kokosowy z brązowym cukrem lub solą i odżywczy peeling gotowy

2. CIAŁO

– balsam do ciała- ja używam go w formie lekkiego musu który dzięki swojej lekkiej konsystencji ułatwia dozowanie niewielkiej ilości produktu (przepis- schłodzony olej kokosowy miksować na najwyższych obrotach do ubicia jak piana z białek:))

– olejek do kąpieli- należę do gatunku leniwców więc bywają dni kiedy nie mam ochoty wmasowywać niczego w moje ciało. Wtedy rozposzczam 2 łyżki oleju kokosowego, wlewam do wanny i voila! Nawilżona skóra bez machania rękami:)

– olejek do masażu- z jego pomocą masaż jest prosty i przyjemny dzięki relaksującemu zapachowi; ja osobiście lubie masaż olejkiem kokosowym zmieszanym z kropelką olejku grejfrutowego

-krem do stóp- małe opakowanie oleju kokosowego stoi na moim stoliku nocnym by zaraz przed snem nałożyć warstewkę oleju na suche i szorstkie pięty. Potem ubieram skarpetki i do rana stopy mają czas na kokosową regenerację

– balsam na swędzącą wysypkę- niedawno wróciłam do domu ze swędzącą wysypką niewiadomego pochodzenia. Być może wskazuje to na moje uczulenie na Warszawę bo właśnie po powrocie ze stolicy zauważyłam te przypadłość. Na ratunek przyszedł znowu olej kokosowy bo złagodził objawy i pomógł zregenerować skórę po zadrapaniach

3 WŁOSY

- serum na końcówki- mała ilość oleju kokosowego wmasowuję w mokre końcówki włosa by były nawilżone i bardziej odporne na uszkodzenia mechaniczne

- maska- olej kokosowy wmasowany w skórę główy walczy z łupieżem, wmasowany w całe włosy doskonale je nawilża i sprawia że staja się elastyczne i pieknie lśnią. Ja zostawiam zolejowane włosy na noc a rano dokładnie myję szamponem raz w tygodniu…..i sobie chwalę:)

kokos3

Jak pewnie nietrudno się domyślić zużywam olej kokosowy w ilościach przemysłowych. tym bardziej, że używam go także do smażenia, smarowania pieczywa i jako dodatek do smoothie. Ale o spożywczych zastosowaniach tego specyfiku napiszę innym razem.

Jakie jest Wasze zdanie o OLEJU KOKOSOWYM? Jakie są Wasze ulubione zastosowania?

Benefit They’re Real Push Up Liner- Hit czy Kit???

dirty_bloguje

 

 

bene1

 

Za każdym razem kiedy stoję przed szafą z kosmetykami Benefitu czuję się jak mała dziewczynka w sklepie z cukierkami. Kolorowe opakowania w pinup’owym stylu mocno przyciągają mój wzrok choć na codzień jestem zwolenniczką minimalizmu. Tak było też i tym razem. Nie planowałam zakupu nowego linera ale skusiły mnie hasła o innowacyjości i wyjątkowości Push Up Linera, nad którym prace trwały aż 3 lata. Czy rzeczywiście jest kosmetycznym uosobieniem geniuszu? Czy zrewolucjonizował moje kreski? Czy wart jest swojej, nie czarujmy się, nie najniższej ceny? Postaram się odpowiedzieć na te pytania i przedstawić ten produkt w rzetelny sposób bez niepotrzebnej bajerki.

 

opakowaniepoprawione

 

Trzy rzeczy, które według producenta czynią ten kosmetyk niezastąpionym to:

1. żelowa formuła zamknięta w pisaku z dodatkową opcją przytrzymywania rzęs by nie przeszkadzały w aplikacji

2. gumowa końcówka AccuFlex ze ściętym końcem ułatwiającym wykonanie idealnych szpiczastych końcówek

3. wodoodporność gwarantująca trwałość i odporność na rozmazywanie

W mojej opinii wszystkie z tych założeń producenta zostały osiągnięte ale czy to czyni ten produkt linerem doskonałym?

Zacznę od zalet żeby nie wyjść na zołzę od pierwszego zdania:)

Push up liner pozytywnie zaskoczył mnie intensywnością czerni. Kreski są na prawdę czarne….czarne jak węgiel w najczarniejszym dole niczym z piosenek Oberschlessien. Matowe wykończenie dodatkowo pogłębia efekt głębokości koloru. Myslę, że dzięki takiej intensywności czerni liner będzie idealnie sprawdzał się przy makijażu do sesji zdjęciowych gdzie ostre światło momentami wysysa kolory i sprawia że czerń staje się szarawa.

Dodatkową zaletą linera Benefitu jest trwałość. Nie rozmazuje się i nie schodzi przy pierwszym kontakcie z wodą. Przetestowałam go w Teksańskim 40 stopniowym upale i potwierdzam- ani pot ani szybki zimny prysznic mu nie szkodzi. Tego typu produkt może sprawdzić się na tzw. mokrych powiekach pod warunkiem że do kompletnego zschnięcia produktu nie będziecie otwierać oczu.

Z zalet oczywistych, które identyfikują markę Benefit, They’re Real Push up liner jest porządnie wykonany. Pisak ma zakręcaną końcówkę co utrudnia samowolne otwarcie produktu w kosmetyczce. Kształt opakowania sprzyja wygodzie rysowania bo pisak bardzo dobrze leży w dłoni. Produkt jest dozowany przez pokrętło na końcu pisaka a ilość dozowanego rysika jest akuratna.

Przy moim kształcie rzęs nie jestem w stanie stwierdzić przydatności „przytrzymywania” rzęs w pozycji, która sprzyja dokładnej aplikacji ale chyba cos w tym jest bo nie zauważyłam większych problemów z plątającymi się frywolnie rzęsami. Gumowa, elastyczna końcówka działa bez zarzutów i przyznaję że bardzo podoba mi się ten pomysł.

 

benekoncowka
I to by było na tyle chwalenia zeby mi liner ze szczęscia nie obrósł w piórka i nie odleciał w siną dal:)  Przejdę teraz do faktów, które działają na niekorzyść tego kosmetyku.

 

Zacznę od tego, że produkt bywa nieco suchy. Momentami przypomina bardziej rysowanie miękką kredką niż eyelinerem. Jego suchość wpływa na to, że dość trudno jest uzyskać idealnie gładką linię. Trzeba kilkukrotnie poprawiać by kreska była doskonale gładka, bez żadnych wybojów. Pomimo tego, że kształt i gumowa elastyczność końcówki pomagają w wykonaniu „jaskółki” to tępość produktu trochę to komplikuje. Trudno wykonać to za jednym pociągnięciem.

Z suchości produktu wynika jeszcze jeden problem. Liner musi się „rozkrecić”, czyli najpierw rozpisuję go jak przeterminowany długopis na ręce a dopiero kiedy się „obudzi” zaczyna rysować bez przerw i zaschniętych grudek.

Największą wadą tego produktu jest grubość końcówki, która nie sprzyja rysowaniu naprawdę cienkich kresek. Zwolenniczki delikatniejszego efektu linera sporo się namęczą próbujac namalować kreskę  typu „fit”. Ja osobiście poległam przy 3 próbie i w koncu „ubrałam” grubszą kreskę w stylu lat 60tych. Idealnie by było, gdyby z jednej strony tego pisaka znajdowała się taka sama pod względem kształtu końcówka ale mniejsza do precyzyjnego wykańczania i rysowania cieniuteńkich linii. Byłoby ale nie jest i za to ogromny minus dla tego linera. Wydając 119 zł na tego typu produkt wymagam by rysował takie kreski jakie ja chcę a nie tylko grubaśnice z barokowych buduarów. W tym przypadku ostrzegam- Push Up Liner jest definitywnie stworzony do grubszych kresek, albo puszystych o ile słowo grubszy zostało już uznane za niepoprawne politycznie.

kreski
Nie będę rozpatrywała ceny w kontekście wad tego kosmetyku bo sama cena nie jest wadą o ile jest adekwatna do jakości. W tym wypadku uważam, że produkt nie jest wart swojej ceny i choć uwielbiam markę Benefit to tego produktu już więcej nie kupię. Całe szczeście że udało mi się go kupić w cenie 24 $ a nie 119 zł.

Push Up Liner Benefita oceniam na trójkę.
Jeśli wytrzyma pół roku codziennego malowania kresek bez spadku jakości dodam mu jeszcze plusik do tej 3 ale póki co na więcej u mnie nie zasłużył.

Kocham Cię dalej Beneficie ale za ten liner Nobla u mnie nie dostaniesz:)

Idealny makijaż ślubny według DirtyMakeUp

dirty_bloguje

slubnyretro

Choć minęło już prawie 4 lata doskonale pamiętam moją trzęsącą się rękę próbującą wyrzeźbić idealną kreskę eyelinerem….Po kilku próbach się udało ale muszę przyznać, że nerwy nie pomagały, nie pomagała też presja czasu i świadomość, że zaraz się zacznie. Zacznie się to, na co przygotowywałam się dobrych kilka miesięcy- ślub i wesele.

Wiele razy wykonując makijaże ślubne spotkałąm się z pytaniem: jaki powinien być idealny makijaż ślubny?

Na to pytanie nie lubię odpowiadać zbyt kategorycznie bo makijaż ślubny powinien być „mną”. Nie ma nic gorszego niż w tak ważnym dniu „ubrać” twarz, w której będziemy czuły się jak w karnawałowej masce.

Jestem daleka od powiedzenia, że jeśli ślubny to beżo-brązy albo szarości albo fiolety i koniec. Wielokrotnie zdażyło mi się na ślub malować smoky więc w tym poście nie będę zajmowała się samą kolorystyką ani stylem makijażu. Wszystko zależy od urody, pory roku, sukni, dodatków, charakteru i przyzwyczajeń makijazowych pani młodej.

Pułapką może być szablonowe podejście do tematu i tutaj historia:) W zeszłym roku miałą przyjemność malować panią młodą, z zwaodu nauczycielkę w-fu i trenerkę fitness. (Pozdrawiam Cie Oluś jeśli przypadkiem mnie czytasz:)) Na co dzień nie nosiła grama makijażu i od razu było widać, że raczej stawia na funkcjonalność. Po kilku próbach pastelowych, delikatnych makijaży, które miały przypaść do gustu osobie nie przyzwyczajonej do noszenia makijażu moja klientka wyszła ode mnie uśmiechnięta….z butelkowo zielonym smoky eyes. Od tamtej pory zanim zabiorę się do roboty zadaję milion natrętnych pytań, bo makijaż ślubny- jak każdy inny, jest dziedziną sztuki i jak to sztuka nie ma ograniczeń.

Przejdę do konkretów. Przedstawiam Wam kilka wskazówek, które z technicznego punktu widzenia mogą pomóc w wykonaniu perfekcyjnego makijażu ślubnego. Kwestie stylu i kolorystyki poruszę innym razem.slubne2

1. Trwałość

Trwałość makijażu jest jednym z najważniejszych punktów. Makijaż ślubny jest makijażem jak to nazywam „poligonowym” czyli musi być pancerny. Nie codziennie czeka nas kilkanaście godzin „dobrego wyglądania” w dość trudnych warunkach. Najpierw nerwy potem setki całusów w policzek (niestety zawsze zadzy się kilka cioć które z wielkim uczuciem obdarzą nas soczystymi, szminkowymi buziakami w środek policzka) potem szampan i tańce i hulanki do białego rana. Makijaż, który spływa po kilku godzinnach noszenia jest absolutnie niedopuszczalny chyba że planujemy zwinać się z własnego wesela przed północą…ja osobiście tak zrobiłam ale nie ze względu na makijaż ale na ciekawsze zajęcia zaplanowane na tę piękną noc:)

Aby mieć pewność, że makijaż wytrzyma całą noc w niezmienionej formie warto zwrócić uwagę na:

- bazę przedłużającą trwałość podkładu

- bazę pod cienie

- trwały podkład odporny na ścieranie

- puder fixujący

- wodoodporny tusz do rzęs

- wodoodporne kredki, eyelinery i kontrówki do ust

- fixer do utrwaleniu efektu końcowego

Kosmetyki dobrej jakości to połowa sukcesu. Druga połowa to technika nakładania więc do wykonania makijażu ślubnego potrzeba trochę czasu. Pośpiech może spowodować niedokładność i nietrwałość, głównie dotyczy to makijażu cery i ust.

2. Fotogeniczność

Przyznam szczerze, że niewiele pamiętam z własnego ślubu. Pamiętam, że powiedziałam „tak” w odpowiednim momencie a resztę mam na zdjęciach. To właśnie setki zdjęć pozostaną na dłużej więc warto mieć pewność, że będziemy do nich wracać z przyjemnością. Makijaż ślubny może sprawiać w tym miejscu trudności, bo z jednej strony znakomita większość kobiet chce połączyć naturalnośc w realu z wyraźnym makijażem na zdjęciach. Niestety makijaż na fotografii zawsze będzie mniej widoczny niż na żywo więc w tym względzie trzeba znaleźć złoty środek i połączyć naturalność z wyrazistością.

Oto kilka rzeczy które decydują o fotogeniczności makijażu:

- nieskazitelna cera bez efektu maski

- widoczny modelaż twarzy (bez niego na zdjęciach nawet szczupła twarz wygląda jak księżyc w pełni)

- dobre roztarcie makijażu oczu

- rzęsy zagęszczone kępkami (odradzam w tym dniu stosowanie rzęs na pasku)

- dobrze wyrysowane usta

- naturalnie podkreślone brwi

3. Naturalność

Postanowiłam umieścić naturalność w wymogach technicznych makijażu bo w tym miejscu ważny jest aspekt pielęgnacji. Oczywiście o samej przedślubnej pielęgnacji można by pisać i pisać ale warto wspomnieć o pielęgnacji w kontekście samego makijażu.

Zbyt często nie doceniamy wagi wpływu pielęgnacji na wygląd makijażu. Moja mentorka Niccki Jackson zwykła mawiać „No base no face” – czyli bez pielęgnacji nie ma makijażu.

W tym wypadku najważniejszym elementem jest oczyszczenie skóry i nawilżenie. Nawilżona skóra to podstawa i tu mowa również o okolicy oczu i płatkach nosa. Nie ma szans by korektor pod oczami wyglądał nieskazitelnie jeśli wokół oczu znajduja się suche skórki, tak samo z płatkami nosa. Żadna szminka, choć w najpiękniejszym kolorze nie da powalającego efektu bez dobrze wypielęgnowanych, nawilżonych ust. W przypadku osób z tendencją do błyszczenia się naturalność będzie miała inny wydźwięk. W tym wypadku bardziej trzeba zadbać o zmatowienie problematycznych obszarów przy użyciu jak najmniejszej ilośći kosmetyku. 3 warstwy pudru w tym wypadku nie pomogą więc polecałabym skupić się na bazie matującej, podkładzie o formuje oil-free, lekkim pudrze i bibułkach matujących. Głównym naszym celem jest osiągnąć taki efekt, kiedy makijaz cery wygląda jak nasza druga skóra…tylko lepiej. zlakobieta

Niezależnie od tego czy wykonujemy makijaż ślubny samodzielnie czy oddajemy się w ręce profesjonalisty warto mieć świadomość tych kilku technicznych aspektów tego wyjątkowego makijażu.

Przyznam szczerze, że mimo setek pań młodych które przewinęły się pod moimi rękami osobiście nie zdecydowałabym się drugi raz sama się pomalować. Ale oczywiście drugiej szansy na ślub już nie będzie więc pozostaje mi tylko dzielić się z Wami moimi doświadczeniami:)

 

 

A jakie są Wasze makijażowo- urodowe    wspomnienia z tego dnia? :)

Lifting rzęs LVL by Nouveau Lashes

dirty_bloguje

 

Przyznaję się bez bicia- JESTEM MANIACZKĄ DŁUGICH RZĘS. Przez długi czas nosiłam rzęsy 1:1 i byłam zakochana w tym efekcie głównie dlatego, że mój makijaż ograniczał się wtedy do makijażu cery.  Niestety nigdy nie byłam do końca zadowolona z aplikacji więc po kilku próbach zaprzestałam poszukiwania osoby, która przyklei rzęsy z doskonałą precyzją  i zarzuciłam marzenia o krzaczastym oku. Do narzekania jednak mi daleko, bo musze nieskromnie przyznać, że jestem szczęśliwą posiadaczką całkiem długich rzęs, więc przy lekkim podmalowaniu maskarą rzęsy wyglądają przyzwoicie. Oczywiście zadrza mi się używać przeróżnych odżywek do rzęs od RevitaLash począwszy aż po odżywkę z Eveline, ale raczej oswoiłam się z myslą, że „cudów nie będzie”. O mojej przygodzie z odżywkami napiszę innym razem a teraz przechodze już do meritum.

Pewnego dnia przyfruneła mi jednak pewna myśl do głowy: skoro mam dlugie rzęsy to może wystarczy ekstremalnie je podkręcić?

Niestety zalotka nigdy nie była moją najlepszą przyjaciółką i pewnie nie będzie mimo że szarpnęłam się na legendaną Shu Uemurę. Rozpoczęłam więc internetowe  poszukiwania trwalszej i niezalotkowej metody podkręcania rzęs. Ku mojemu zdziwieniu odpowiedź była bardzo blisko, bo znalazłam ją na stronie  dobrze mi znanej marki Nouveau Lashes. Szybkie czytanko i już miałam w ręku telefon z wykręconym numerem do koleżanki, która ten zabieg wykonuje.

Dzisiaj, po kilku tygodniach od zabiegu moje rzęsy wyglądają wciąż znakomicie, ale jak do tego doszło dowiecie się już za chwilę.

L      – lenght

V      – volume

L      – lift

Zabieg LVL Nouveau Lashes jest zabiegiem nieinwazyjnie liftingującym spojrzenie. Cieszy się coraz większą popularnością na świcie a mnie do jego przetestowania przekonała pochlebna opinia znanej MUA Lisy Eldridge.

Celem zabiegu  jest podkręcenie i uniesienie rzęs już od samej nasady, przez co oczy wydają się większe, bardziej podkreślone a same rzęsy dłuższe. Producent obiecuje, że efekt będzie utrzymywał się ok 6 tygodni a rzęsy przez cały ten czas pozostaną idealnie podkręcone i będą pięknie się układać.

Justyna Nawacka (koleżanka po fachu) wytłumaczyła mi po krótce na czym polega zabieg i okazało się, że jest niezwykle bezproblemowy bo można wykonywać go na siedząco i trwa niecałe 30 minut. Korzystając jednak z okazji, że mogłam mieć pół godziny upiększania się zdecydowałam się poleżeć i przy okazji zrelaskować z zamkniętymi oczami.

 

 

wtrakcie

Zabieg składa się z kilku czynności,  jednak kluczową rzeczą jest nałożenie preparatu umożliwijącego przemieszczenie związków cysteinowych oraz przylepienie rzęs do szablonu (istnieją 3 różne szablony w zalezności jak bardzo chcemy podkrci rzesy), który nadaje nowy kształt. Zabieg zakańcza nałożenie odżywczego serum, które sprawia że rzęsy są bardziej elastyczne choć  zaraz po zabiegu wyglądają na nieco sklejone. Oczywiście najlepiej wszystko zostawić „tak jak jest” i spokojnie, bez malowania poczekać do następnego dnia.

zarazpo

Następnego dnia, po szczegółowych oględzinach zauważyłam że:

-rzęsy są wyraźnie podkręcone

– ładnie się układają

– oko wydaje się większe i mega otwarte

 

Moja opinia? Mnie osobiście zabieg LVL bardzo się spodobał choć nie jest to tak spektakularny efekt jak przy przedłuużaniu 1:1.

Rzęsy są podkręcone a oczy bardziej wyraziste. Polecam ten zabieg wszystkim zwolenniczkom naturalnośći, które z różnych przyczyn nie chcą „dać się orzęsić” metodą 1:1 a chcą uzyskać efekt piękniejszych rzęs. Wydaje mi się jednak, że zabieg daje najlepsze efekty kiedy rzęsy są dość długie i jest „co podkręcać”. W przypadku bardzo rzadkich i krótkich rzęs wydaje mi się, że efekt będzie mało widoczny. Oczywiście efekt jest najlepiej zauważalny po pomalowaniu rzęs tuszem ale nie przesadźmy z ilością tuszu żeby niepotrzebnie nie obciążać tak pięknie podwiniętej firanki.

Dobrą stroną zabiegu jest również to, że rzęsy nie reagują na niedelikatne zmywanie makijażu i ciągle zachowują swój kształt.

Jedynym minusem zabiegu jest cena. Sugerowana cena producenta to 150 zł i za tę cenę osobiście nie zdecydowałabym się na taki zabieg. Na szczęscie zdarzają się promocje i wtedy można się skusić:)

Szkoda, że rzęsy naturalnie wymieniają się po ok 8 tygodniach bo chciałabym zostawić ten efekt na dłużej.

przedlvl

 

efektfinalny

 

A jakie są wasze sposoby na piękne i podkręcone rzęsy???