Archive of ‘makeup’ category

Benefit They’re Real Push Up Liner- Hit czy Kit???

dirty_bloguje

 

 

bene1

 

Za każdym razem kiedy stoję przed szafą z kosmetykami Benefitu czuję się jak mała dziewczynka w sklepie z cukierkami. Kolorowe opakowania w pinup’owym stylu mocno przyciągają mój wzrok choć na codzień jestem zwolenniczką minimalizmu. Tak było też i tym razem. Nie planowałam zakupu nowego linera ale skusiły mnie hasła o innowacyjości i wyjątkowości Push Up Linera, nad którym prace trwały aż 3 lata. Czy rzeczywiście jest kosmetycznym uosobieniem geniuszu? Czy zrewolucjonizował moje kreski? Czy wart jest swojej, nie czarujmy się, nie najniższej ceny? Postaram się odpowiedzieć na te pytania i przedstawić ten produkt w rzetelny sposób bez niepotrzebnej bajerki.

 

opakowaniepoprawione

 

Trzy rzeczy, które według producenta czynią ten kosmetyk niezastąpionym to:

1. żelowa formuła zamknięta w pisaku z dodatkową opcją przytrzymywania rzęs by nie przeszkadzały w aplikacji

2. gumowa końcówka AccuFlex ze ściętym końcem ułatwiającym wykonanie idealnych szpiczastych końcówek

3. wodoodporność gwarantująca trwałość i odporność na rozmazywanie

W mojej opinii wszystkie z tych założeń producenta zostały osiągnięte ale czy to czyni ten produkt linerem doskonałym?

Zacznę od zalet żeby nie wyjść na zołzę od pierwszego zdania:)

Push up liner pozytywnie zaskoczył mnie intensywnością czerni. Kreski są na prawdę czarne….czarne jak węgiel w najczarniejszym dole niczym z piosenek Oberschlessien. Matowe wykończenie dodatkowo pogłębia efekt głębokości koloru. Myslę, że dzięki takiej intensywności czerni liner będzie idealnie sprawdzał się przy makijażu do sesji zdjęciowych gdzie ostre światło momentami wysysa kolory i sprawia że czerń staje się szarawa.

Dodatkową zaletą linera Benefitu jest trwałość. Nie rozmazuje się i nie schodzi przy pierwszym kontakcie z wodą. Przetestowałam go w Teksańskim 40 stopniowym upale i potwierdzam- ani pot ani szybki zimny prysznic mu nie szkodzi. Tego typu produkt może sprawdzić się na tzw. mokrych powiekach pod warunkiem że do kompletnego zschnięcia produktu nie będziecie otwierać oczu.

Z zalet oczywistych, które identyfikują markę Benefit, They’re Real Push up liner jest porządnie wykonany. Pisak ma zakręcaną końcówkę co utrudnia samowolne otwarcie produktu w kosmetyczce. Kształt opakowania sprzyja wygodzie rysowania bo pisak bardzo dobrze leży w dłoni. Produkt jest dozowany przez pokrętło na końcu pisaka a ilość dozowanego rysika jest akuratna.

Przy moim kształcie rzęs nie jestem w stanie stwierdzić przydatności „przytrzymywania” rzęs w pozycji, która sprzyja dokładnej aplikacji ale chyba cos w tym jest bo nie zauważyłam większych problemów z plątającymi się frywolnie rzęsami. Gumowa, elastyczna końcówka działa bez zarzutów i przyznaję że bardzo podoba mi się ten pomysł.

 

benekoncowka
I to by było na tyle chwalenia zeby mi liner ze szczęscia nie obrósł w piórka i nie odleciał w siną dal:)  Przejdę teraz do faktów, które działają na niekorzyść tego kosmetyku.

 

Zacznę od tego, że produkt bywa nieco suchy. Momentami przypomina bardziej rysowanie miękką kredką niż eyelinerem. Jego suchość wpływa na to, że dość trudno jest uzyskać idealnie gładką linię. Trzeba kilkukrotnie poprawiać by kreska była doskonale gładka, bez żadnych wybojów. Pomimo tego, że kształt i gumowa elastyczność końcówki pomagają w wykonaniu „jaskółki” to tępość produktu trochę to komplikuje. Trudno wykonać to za jednym pociągnięciem.

Z suchości produktu wynika jeszcze jeden problem. Liner musi się „rozkrecić”, czyli najpierw rozpisuję go jak przeterminowany długopis na ręce a dopiero kiedy się „obudzi” zaczyna rysować bez przerw i zaschniętych grudek.

Największą wadą tego produktu jest grubość końcówki, która nie sprzyja rysowaniu naprawdę cienkich kresek. Zwolenniczki delikatniejszego efektu linera sporo się namęczą próbujac namalować kreskę  typu „fit”. Ja osobiście poległam przy 3 próbie i w koncu „ubrałam” grubszą kreskę w stylu lat 60tych. Idealnie by było, gdyby z jednej strony tego pisaka znajdowała się taka sama pod względem kształtu końcówka ale mniejsza do precyzyjnego wykańczania i rysowania cieniuteńkich linii. Byłoby ale nie jest i za to ogromny minus dla tego linera. Wydając 119 zł na tego typu produkt wymagam by rysował takie kreski jakie ja chcę a nie tylko grubaśnice z barokowych buduarów. W tym przypadku ostrzegam- Push Up Liner jest definitywnie stworzony do grubszych kresek, albo puszystych o ile słowo grubszy zostało już uznane za niepoprawne politycznie.

kreski
Nie będę rozpatrywała ceny w kontekście wad tego kosmetyku bo sama cena nie jest wadą o ile jest adekwatna do jakości. W tym wypadku uważam, że produkt nie jest wart swojej ceny i choć uwielbiam markę Benefit to tego produktu już więcej nie kupię. Całe szczeście że udało mi się go kupić w cenie 24 $ a nie 119 zł.

Push Up Liner Benefita oceniam na trójkę.
Jeśli wytrzyma pół roku codziennego malowania kresek bez spadku jakości dodam mu jeszcze plusik do tej 3 ale póki co na więcej u mnie nie zasłużył.

Kocham Cię dalej Beneficie ale za ten liner Nobla u mnie nie dostaniesz:)

Idealny makijaż ślubny według DirtyMakeUp

dirty_bloguje

slubnyretro

Choć minęło już prawie 4 lata doskonale pamiętam moją trzęsącą się rękę próbującą wyrzeźbić idealną kreskę eyelinerem….Po kilku próbach się udało ale muszę przyznać, że nerwy nie pomagały, nie pomagała też presja czasu i świadomość, że zaraz się zacznie. Zacznie się to, na co przygotowywałam się dobrych kilka miesięcy- ślub i wesele.

Wiele razy wykonując makijaże ślubne spotkałąm się z pytaniem: jaki powinien być idealny makijaż ślubny?

Na to pytanie nie lubię odpowiadać zbyt kategorycznie bo makijaż ślubny powinien być „mną”. Nie ma nic gorszego niż w tak ważnym dniu „ubrać” twarz, w której będziemy czuły się jak w karnawałowej masce.

Jestem daleka od powiedzenia, że jeśli ślubny to beżo-brązy albo szarości albo fiolety i koniec. Wielokrotnie zdażyło mi się na ślub malować smoky więc w tym poście nie będę zajmowała się samą kolorystyką ani stylem makijażu. Wszystko zależy od urody, pory roku, sukni, dodatków, charakteru i przyzwyczajeń makijazowych pani młodej.

Pułapką może być szablonowe podejście do tematu i tutaj historia:) W zeszłym roku miałą przyjemność malować panią młodą, z zwaodu nauczycielkę w-fu i trenerkę fitness. (Pozdrawiam Cie Oluś jeśli przypadkiem mnie czytasz:)) Na co dzień nie nosiła grama makijażu i od razu było widać, że raczej stawia na funkcjonalność. Po kilku próbach pastelowych, delikatnych makijaży, które miały przypaść do gustu osobie nie przyzwyczajonej do noszenia makijażu moja klientka wyszła ode mnie uśmiechnięta….z butelkowo zielonym smoky eyes. Od tamtej pory zanim zabiorę się do roboty zadaję milion natrętnych pytań, bo makijaż ślubny- jak każdy inny, jest dziedziną sztuki i jak to sztuka nie ma ograniczeń.

Przejdę do konkretów. Przedstawiam Wam kilka wskazówek, które z technicznego punktu widzenia mogą pomóc w wykonaniu perfekcyjnego makijażu ślubnego. Kwestie stylu i kolorystyki poruszę innym razem.slubne2

1. Trwałość

Trwałość makijażu jest jednym z najważniejszych punktów. Makijaż ślubny jest makijażem jak to nazywam „poligonowym” czyli musi być pancerny. Nie codziennie czeka nas kilkanaście godzin „dobrego wyglądania” w dość trudnych warunkach. Najpierw nerwy potem setki całusów w policzek (niestety zawsze zadzy się kilka cioć które z wielkim uczuciem obdarzą nas soczystymi, szminkowymi buziakami w środek policzka) potem szampan i tańce i hulanki do białego rana. Makijaż, który spływa po kilku godzinnach noszenia jest absolutnie niedopuszczalny chyba że planujemy zwinać się z własnego wesela przed północą…ja osobiście tak zrobiłam ale nie ze względu na makijaż ale na ciekawsze zajęcia zaplanowane na tę piękną noc:)

Aby mieć pewność, że makijaż wytrzyma całą noc w niezmienionej formie warto zwrócić uwagę na:

- bazę przedłużającą trwałość podkładu

- bazę pod cienie

- trwały podkład odporny na ścieranie

- puder fixujący

- wodoodporny tusz do rzęs

- wodoodporne kredki, eyelinery i kontrówki do ust

- fixer do utrwaleniu efektu końcowego

Kosmetyki dobrej jakości to połowa sukcesu. Druga połowa to technika nakładania więc do wykonania makijażu ślubnego potrzeba trochę czasu. Pośpiech może spowodować niedokładność i nietrwałość, głównie dotyczy to makijażu cery i ust.

2. Fotogeniczność

Przyznam szczerze, że niewiele pamiętam z własnego ślubu. Pamiętam, że powiedziałam „tak” w odpowiednim momencie a resztę mam na zdjęciach. To właśnie setki zdjęć pozostaną na dłużej więc warto mieć pewność, że będziemy do nich wracać z przyjemnością. Makijaż ślubny może sprawiać w tym miejscu trudności, bo z jednej strony znakomita większość kobiet chce połączyć naturalnośc w realu z wyraźnym makijażem na zdjęciach. Niestety makijaż na fotografii zawsze będzie mniej widoczny niż na żywo więc w tym względzie trzeba znaleźć złoty środek i połączyć naturalność z wyrazistością.

Oto kilka rzeczy które decydują o fotogeniczności makijażu:

- nieskazitelna cera bez efektu maski

- widoczny modelaż twarzy (bez niego na zdjęciach nawet szczupła twarz wygląda jak księżyc w pełni)

- dobre roztarcie makijażu oczu

- rzęsy zagęszczone kępkami (odradzam w tym dniu stosowanie rzęs na pasku)

- dobrze wyrysowane usta

- naturalnie podkreślone brwi

3. Naturalność

Postanowiłam umieścić naturalność w wymogach technicznych makijażu bo w tym miejscu ważny jest aspekt pielęgnacji. Oczywiście o samej przedślubnej pielęgnacji można by pisać i pisać ale warto wspomnieć o pielęgnacji w kontekście samego makijażu.

Zbyt często nie doceniamy wagi wpływu pielęgnacji na wygląd makijażu. Moja mentorka Niccki Jackson zwykła mawiać „No base no face” – czyli bez pielęgnacji nie ma makijażu.

W tym wypadku najważniejszym elementem jest oczyszczenie skóry i nawilżenie. Nawilżona skóra to podstawa i tu mowa również o okolicy oczu i płatkach nosa. Nie ma szans by korektor pod oczami wyglądał nieskazitelnie jeśli wokół oczu znajduja się suche skórki, tak samo z płatkami nosa. Żadna szminka, choć w najpiękniejszym kolorze nie da powalającego efektu bez dobrze wypielęgnowanych, nawilżonych ust. W przypadku osób z tendencją do błyszczenia się naturalność będzie miała inny wydźwięk. W tym wypadku bardziej trzeba zadbać o zmatowienie problematycznych obszarów przy użyciu jak najmniejszej ilośći kosmetyku. 3 warstwy pudru w tym wypadku nie pomogą więc polecałabym skupić się na bazie matującej, podkładzie o formuje oil-free, lekkim pudrze i bibułkach matujących. Głównym naszym celem jest osiągnąć taki efekt, kiedy makijaz cery wygląda jak nasza druga skóra…tylko lepiej. zlakobieta

Niezależnie od tego czy wykonujemy makijaż ślubny samodzielnie czy oddajemy się w ręce profesjonalisty warto mieć świadomość tych kilku technicznych aspektów tego wyjątkowego makijażu.

Przyznam szczerze, że mimo setek pań młodych które przewinęły się pod moimi rękami osobiście nie zdecydowałabym się drugi raz sama się pomalować. Ale oczywiście drugiej szansy na ślub już nie będzie więc pozostaje mi tylko dzielić się z Wami moimi doświadczeniami:)

 

 

A jakie są Wasze makijażowo- urodowe    wspomnienia z tego dnia? :)

Lifting rzęs LVL by Nouveau Lashes

dirty_bloguje

 

Przyznaję się bez bicia- JESTEM MANIACZKĄ DŁUGICH RZĘS. Przez długi czas nosiłam rzęsy 1:1 i byłam zakochana w tym efekcie głównie dlatego, że mój makijaż ograniczał się wtedy do makijażu cery.  Niestety nigdy nie byłam do końca zadowolona z aplikacji więc po kilku próbach zaprzestałam poszukiwania osoby, która przyklei rzęsy z doskonałą precyzją  i zarzuciłam marzenia o krzaczastym oku. Do narzekania jednak mi daleko, bo musze nieskromnie przyznać, że jestem szczęśliwą posiadaczką całkiem długich rzęs, więc przy lekkim podmalowaniu maskarą rzęsy wyglądają przyzwoicie. Oczywiście zadrza mi się używać przeróżnych odżywek do rzęs od RevitaLash począwszy aż po odżywkę z Eveline, ale raczej oswoiłam się z myslą, że „cudów nie będzie”. O mojej przygodzie z odżywkami napiszę innym razem a teraz przechodze już do meritum.

Pewnego dnia przyfruneła mi jednak pewna myśl do głowy: skoro mam dlugie rzęsy to może wystarczy ekstremalnie je podkręcić?

Niestety zalotka nigdy nie była moją najlepszą przyjaciółką i pewnie nie będzie mimo że szarpnęłam się na legendaną Shu Uemurę. Rozpoczęłam więc internetowe  poszukiwania trwalszej i niezalotkowej metody podkręcania rzęs. Ku mojemu zdziwieniu odpowiedź była bardzo blisko, bo znalazłam ją na stronie  dobrze mi znanej marki Nouveau Lashes. Szybkie czytanko i już miałam w ręku telefon z wykręconym numerem do koleżanki, która ten zabieg wykonuje.

Dzisiaj, po kilku tygodniach od zabiegu moje rzęsy wyglądają wciąż znakomicie, ale jak do tego doszło dowiecie się już za chwilę.

L      – lenght

V      – volume

L      – lift

Zabieg LVL Nouveau Lashes jest zabiegiem nieinwazyjnie liftingującym spojrzenie. Cieszy się coraz większą popularnością na świcie a mnie do jego przetestowania przekonała pochlebna opinia znanej MUA Lisy Eldridge.

Celem zabiegu  jest podkręcenie i uniesienie rzęs już od samej nasady, przez co oczy wydają się większe, bardziej podkreślone a same rzęsy dłuższe. Producent obiecuje, że efekt będzie utrzymywał się ok 6 tygodni a rzęsy przez cały ten czas pozostaną idealnie podkręcone i będą pięknie się układać.

Justyna Nawacka (koleżanka po fachu) wytłumaczyła mi po krótce na czym polega zabieg i okazało się, że jest niezwykle bezproblemowy bo można wykonywać go na siedząco i trwa niecałe 30 minut. Korzystając jednak z okazji, że mogłam mieć pół godziny upiększania się zdecydowałam się poleżeć i przy okazji zrelaskować z zamkniętymi oczami.

 

 

wtrakcie

Zabieg składa się z kilku czynności,  jednak kluczową rzeczą jest nałożenie preparatu umożliwijącego przemieszczenie związków cysteinowych oraz przylepienie rzęs do szablonu (istnieją 3 różne szablony w zalezności jak bardzo chcemy podkrci rzesy), który nadaje nowy kształt. Zabieg zakańcza nałożenie odżywczego serum, które sprawia że rzęsy są bardziej elastyczne choć  zaraz po zabiegu wyglądają na nieco sklejone. Oczywiście najlepiej wszystko zostawić „tak jak jest” i spokojnie, bez malowania poczekać do następnego dnia.

zarazpo

Następnego dnia, po szczegółowych oględzinach zauważyłam że:

-rzęsy są wyraźnie podkręcone

– ładnie się układają

– oko wydaje się większe i mega otwarte

 

Moja opinia? Mnie osobiście zabieg LVL bardzo się spodobał choć nie jest to tak spektakularny efekt jak przy przedłuużaniu 1:1.

Rzęsy są podkręcone a oczy bardziej wyraziste. Polecam ten zabieg wszystkim zwolenniczkom naturalnośći, które z różnych przyczyn nie chcą „dać się orzęsić” metodą 1:1 a chcą uzyskać efekt piękniejszych rzęs. Wydaje mi się jednak, że zabieg daje najlepsze efekty kiedy rzęsy są dość długie i jest „co podkręcać”. W przypadku bardzo rzadkich i krótkich rzęs wydaje mi się, że efekt będzie mało widoczny. Oczywiście efekt jest najlepiej zauważalny po pomalowaniu rzęs tuszem ale nie przesadźmy z ilością tuszu żeby niepotrzebnie nie obciążać tak pięknie podwiniętej firanki.

Dobrą stroną zabiegu jest również to, że rzęsy nie reagują na niedelikatne zmywanie makijażu i ciągle zachowują swój kształt.

Jedynym minusem zabiegu jest cena. Sugerowana cena producenta to 150 zł i za tę cenę osobiście nie zdecydowałabym się na taki zabieg. Na szczęscie zdarzają się promocje i wtedy można się skusić:)

Szkoda, że rzęsy naturalnie wymieniają się po ok 8 tygodniach bo chciałabym zostawić ten efekt na dłużej.

przedlvl

 

efektfinalny

 

A jakie są wasze sposoby na piękne i podkręcone rzęsy???

 

 

1 2